• Wpisów:7
  • Średnio co: 243 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 21:07
  • Licznik odwiedzin:1 908 / 1944 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Piszę tu ostatni raz, żeby definitywnie skończyc to, co zaczęłam dawno temu.
Przeżyłam dużo, zawaliłam dosłownie cały raok 2013 i żałuję tego, bo to były najgorsze wakacje w moim życiu, a czasu już nie cofnę. Stało się.
Miałam postanowienia i zawsze kończyło się na tym, że po tygodniu odchodziły w zapomnienie. Tym razem, jest inaczej.
Postawiłam sobie nowe cele, wiem do czego dążę.
Od dwóch tygodni, które mijają właśnie dzisiaj nie ważyłam się, i wcześniej też nie. Wiem mniej więcej ile ważę, ale nie jest to dla mnie najważniejsze.
Jem ok. 1100-1200 kcal dziennie, w pięciu-sześciu posiłkach dziennie, jem dużo więcej warzyw i owoców, piję wodę, cwiczę 4-5 razy w tygodniu i przy dosyc dużych wpadkach (to dopiero początek więc je akceptuję, ale z dnia na dzień idzie lepiej) z mojego ciała ubyło 8 cm!
Żałuję tego, że rok temu nikt mi nie powiedział wcześniej, jakiś rok temu, że tak można.
Chcę wam powiedziec, zwłaszcza tym początkującym, że póki możecie to zastanówcie się jakiego życia chcecie. Ja zmarnowałam półtora roku życia na kręcenie się w kółko i nie polecam.
Do widzenia i trzymajcie się, nadal będę trzymac za was kciuki, ale sama już wybrałam inną drogę.
 

 
Szczerze? Mam już tego wszystkiego dość. Pierwszy dzień SGD zaliczony, wyszło gdzieś ok.350/400 kcal więc masakry nie ma. Wiadomo-zawsze może być lepiej. Muszę się jeszcze nauczyć geografii i polskiego trochę, i napisać pracę z polskiego, a jutro wstać o 6 rano.
Patrze jak krew wolno sączy się z dwóch ran a lewym nadgarstku i chyba na dwóch się nie skończy. Trudno to mi daje siłę. Nie nawidzę dodawać wpisów z komórki, ale za dwa tygodnie iPad będzie już mój *_*. musze przeżyć dziś jeszcze trzy godziny.
 

 
48 dni... tyle minęło od ostatniego wpisu. Dlaczego? bo stchórzyłam, uciekłam od tego, że ciągle zawalałam i założyłam nowego bloga, którego teraz też unikam. Teraz jem jakieś jebane 1000 kcal dziennie i się tnę. Tego chciałam? Nie.
Nie wiem właściwie po co to piszę, przecież i tak mnie wyśmiejecie i zostanę sama. Jak zawsze.

Dzisiaj rano spojrzałam w lustro i zobaczyłam to przed czym tak bardzo się broniłam, przed prawdą. Tłusta ociekająca tłuszczem twarz. Nic pięknego.

Od jutra do świąt SGD, a trzy dni dni świąt postaram się przejśc na 2000 kcal (wiem, może kalorii) i spalaniu po 1000. Nie wiem jak to zrobię, ale muszę.
Będę pisac codziennie. Chocby nie wiem co się działo. Na wagę wejdę 20.12.- wigilia klasowa.
  • awatar kaizoku: ciesze się że wróciłaś. każdy miewa trudniejszy okres w życiu. trzymaj się skarbie, tutaj nikt Cię nie wyśmieje i nikt Cię nie zostawi :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

*1 dzień SGD*
*1 dzień cwiczeń na chude nogi*

Zaliczyłam pierwszy dzień SGD i mam nadzieję jutro na piękne 0 + jakaś kawa na mieście. Zobaczymy co z tego będzie, ale coś wymyślę i będzie dobrze
Głodówkę planuję jeszcze w piątek, a w sobotę ważenie i sam obiad . Wywaliłam dzisiaj płatki śniadaniowe bo za bardzo mnie kusiły

Ja idę, powinnam się uczyc ale mi sie nie chce więc jutro będę zapierdalac, ale co tam.

*Aktywności*
2x na szczupłe nogi
25 brzuszków
10 przysiadów sumo, na wewnętrzną stronę uda
ok. 4 km pieszo



PS Kocham nowy album Miley , daje mi siłę i sama nie wiem dlaczego. Wstanę jutro wcześniej i go rano wysłucham
 

 
SGD przeżucam na ten tydzień, wystarczył jeden dzień i przekroczenie limitu o 50 kcal i wszystko poszło do kosza. Od poniedziałku SGD od początku i chcę schudnąc jak najwiecej się da. Będę codziennie robic 2x cwiczenia na chude nogi, bo na więcej nie mam czasu.
Uczę się, nie zawalam szkoły, gdyby jeszcze tylko baba od chemii się ode mnie odczepiła i nie wstawiała mi jedynek za byle gówno... Byłoby idealnie.
Dzisiaj jak na razie zjadłam całkiem spore jabłko (60 kcal) i schowałam rogala którego miałam zjeśc na śniadanie. Piję czarną kawę i zabieram się zaraz za naukę. Postaram się pisac codziennie ale ten tydzień mam tak zawalony, że szkoda gadac...

Po południu do babci na imieniny, jak będą kazali to zjem taki mini kawałek ciasta i nic więcej. Na obiad zjem udko z kurczaka z rożna (ok.300 kcal) więc jeżeli pójdzie tak jak to napisałam, to zamknę się w 500 kcal. Damy radę. Do napisania
http://prettylittle-ana.tumblr.com/ <---- mój tumblr
 

 
Teraz napiszę zupełnie nie na temat diety, ale tego potrzebuję więc jeżeli ktoś nie chce tego czytac to nie wyjdzie już teraz.

Macie czasami tak, że czegoś bardzo pragniecie, bardziej niż czegokolwiek (to jest dla mnie ważniejsze niż bycie chudą, więc wyobraźcie to sobie) i musicie na to strasznie długo czekac? Że z każdym dniem to uczucie się nasila, a wspomnienia z tym związane, które tak silnie chroniliście się zacierają z każdą godziną? Że dźwięk, albo chociaż wzmiankę o tym macie ochotę płakac? Ja tak mam, codziennie niezmiennie od 1,6 roku. Dużo? Mało w porównaniu z tym ile muszę jeszcze czekac. 4 lata i 7 miesięcy, zostało mi do tego, żeby wyjechac do Londynu. Zdam maturę i wyjadę. Zacznę nowe życie.
Byłam tak już kilka razy, za każdym razem zakochiwałam się w tym miejscu coraz bardziej, ale półtora roku temu, kiedy dowiedziałam się, że moja przyjaciółka wyjeżdża tam bez żadnych starań, chęc dostania się tam jak najszybciej jeszcze bardziej się nasiliła. To nie jest tak, że zobaczyłam że ona wyjeżdża i z zazdrości też chcę bo ona ma fajnie. Nie. Ja byłam tam 5 lat przed nią, ja od 8 roku życia planuję tam studia, a moi rodzice zbierają dla mnie na to pieniądze i myślą, że o tym nie wiem.
Każdy dzień w Polsce zabija mnie, zabija we mnie wszystko co dobre, do tego stopnia, że możliwośc rozwodu moich rodziców (bliżej im do tego, niż do szczęśliwej rodzinki) stała się moim marzeniem. Bo jak się rozwiodą to mój tata tam wróci (był tam prawie 6 lat)a ja razem z nim. Modlę się żeby każdy dzień upływał szybciej, nawet jeśli brakuje mi czasu, bo wiem, że będę kilka godzin bliżej wyjazdu. Godziny składają się na dnie, a dnie na miesiące i tak już jestem bliżej, ale nadal daleko. Nawet głupie pisanie tych wypocin zajęło mi prawie 20 min ale się cieszę, bo jestem bliżej o te 20 minut. 20 minut bez myślenia o tym, czy jeszcze mogę byc szczęśliwa. Amen.
 

 
Usunęłam wszystko, tak jakby mnie tu nie było.
Zaczęłam od 22: 00 12.10.2013 z wagą ok. 68,5 kg...
Mój cel?
Do końca października 61 kg
Do końca listopada 55 kg
Do końca grudnia 52 kg
Do 17 marca 2014 (moje 15 urodziny) 45 kg- tyle ma pozostac.

Czuję się jak śmiec, świnia spasiona na maxa. Szkoda, że tak późno zrozumiałam, że taka jestem.
  • awatar Black No-life: Moje pytanie będzie mega nietaktowne, dziwne itd, ale odkąd obserwuję Twojego bloga, nasuwa mi się wciąż to na myśl... Co robisz, gdy zaczyna Ci z głodu burczeć w brzuchu?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›